W tej chwili spojrzałem na zegarek i dostrzegłem na nim godzine 21:30 ale zabrać się za posta nie mam ani chęci, ani nie mam pomysłu co miałbym dzisiaj napisać...
Siedzę tutaj... przy komputerze i zerkam przez szparę w zasłonach na świat za moim wielkim oknem. Prawie nic tam nie widać oprócz cimnej i chłodnej ściany granatowej nocy. Zaledwie kilka metrów ode mnie sterczą tylko kikuty opadłych z liści gałęzi bzu. Paterzę na nie, a one wzbudzają we mnie obraz przemijania... jakiegoś tragizmu. Od środka dokładnie czuję to uśpione na zimę drzewo...tak jakby mi mówiło: z mojego punktu widzenia ty też tak wygladasz!!! Myślę sobie, ze ono ma rację... bo w tym świecia zawze ktoś kogoś z czegoś obdziera! Odrywam wzrok od tego kikuta i przenoszę go na monitor... Patrzę w ekran LCD i widzę coś czego nie rozumiem... jakieś ikony, kolory i las który jest moja tapetą. Ten las od dziadka... gdzie byłem latem i go fotografowałem aparatem, który mi ukradli... Jak to dobrze, że przeniosłem las do komputera... przynajmniej on mi pozostał z całego sprzetu do fotograsowania. Mam totalną pustkę w głowie. Dzień miałem trudny emocjonalnie... więc nie będę wysilał szarych komurek, bo mogą mi się jeszcze przydać do pisania wierszy... no i książkę także chcę ukończyć... a jest dopiero 70 stron na formacie A-4. Tak więc pożegnam wszystkich czytaczy i pójdę na spoczynek. Dobranoc.
poniedziałek, 30 listopada 2009
niedziela, 29 listopada 2009
Dzień 274
Powoli zbliża się noc ciemna i głucha. O takiej porze wszystko co żyje rytmem dziennym szuka sobie schronienia i zapada w cykliczną drzemkę, by odpocząć i zregenerować siły witalne… czasem stresy wywołane przykrymi zdarzeniami dnia powszedniego. Tak więc jest już godzina 20:25 a ja niezmiennie od 274 dni jestem tu i piszę swojego, ale i waszego już posta.
Dzisiaj chciałbym napisać kilka zdań na temat odpowiedzialności za swoje słowa i czyny. Każdego dnia dzieje się wokół nas tyle różnych rzeczy… Często dzieje się tak, że po prostu zapominamy o tym co mówimy i robimy każdego przeżytego dnia… Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby to wynikało li tylko z zapomnienia. Często jest tak, że nie dostrzegamy właściwego sensu i wagi jakie mają znaczenie dane nam słowa, czyli złożenie przyrzeczenia. Jaką mają siłę i moc… i jaką niosą odpowiedzialność. Bywa i tak, że w sposób celowy żeby nie ponosić odpowiedzialności, zwalamy odpowiedzialność na innego człowieka. Jest to bardzo wygodne bo nie musimy tłumaczyć się z niedotrzymanego słowa. Nie musimy się wstydzić własnej słabości, ani brać za to odpowiedzialności. Próbuję rozgryźć mechanizmy takiego działania, bo dla mnie wszystko jest jasne...! Skoro deklaruję komuś pewne działania, muszę być odpowiedzialny i być przede wszystkim pewnym, że to co deklaruję jest w moim sercu szczere i prawdziwe… Jeśli jest dana deklaracja niepewna i nie do końca szczera, nie rzucam obietnic na próżnio, bo zdaję sobie sprawę ze mogę kogoś zranić… Poza tym jaki sens jest w składaniu obietnic, których potem nie można wypełnić… czyli dotrzymać zgodnie z obietnicą…! O wiele uczciwiej jest nie mówić nic i nie zapewniać o czymś czego nie wypełnimy… Znaczenie słów także ma olbrzymią wagę i moim zdaniem z tego ciężaru gatunkowego trzeba zdawać sobie sprawę… Nie każdy w ten sam sposób rozumie słowa i różne terminy mowy ludzkiej. Jednym z najlepszych przykładów jest Wypowiadanie zwrotu „Jak sobie życzysz”. Jeśli miało by to wydźwięk alternatywy w zjedzeniu ciastka, jak najbardziej należy to traktować jako zwrot grzecznościowy, taki uprzejmy. Ale jeśli mamy podejmować ważną decyzję dotyczącą …na przykład wspólnego bycia… albo podejmowaniu decyzji o ślubie... wtedy taki grzecznościowy zwrot „Jak sobie życzysz” już nie jest taki uprzejmy…! Wtedy w moim rozumieniu znaczy to nic innego jak: Nie zależy mi na tobie, albo mam cię gdzieś i to co wybierzesz jest mi obojętne! A to już jest w skutkach bardzo smutne i uzmysławia nam, że ta osoba nie ma dla nas w swoim sercu porządnego, prawdziwego uczucia i jasno nam pokazuje kim tak naprawdę dla niej [niego] jesteśmy! Tak więc zanim cokolwiek zdeklarujemy, a nie jesteśmy pewni czy dotrzymamy słowa, lepiej się wstrzymajmy z obietnicą. Jeśli nie znamy dokładnie znaczenia danego zwrotu lepiej go nie używajmy bo możemy bardzo łatwo kogoś zranić!
Dzisiaj chciałbym napisać kilka zdań na temat odpowiedzialności za swoje słowa i czyny. Każdego dnia dzieje się wokół nas tyle różnych rzeczy… Często dzieje się tak, że po prostu zapominamy o tym co mówimy i robimy każdego przeżytego dnia… Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby to wynikało li tylko z zapomnienia. Często jest tak, że nie dostrzegamy właściwego sensu i wagi jakie mają znaczenie dane nam słowa, czyli złożenie przyrzeczenia. Jaką mają siłę i moc… i jaką niosą odpowiedzialność. Bywa i tak, że w sposób celowy żeby nie ponosić odpowiedzialności, zwalamy odpowiedzialność na innego człowieka. Jest to bardzo wygodne bo nie musimy tłumaczyć się z niedotrzymanego słowa. Nie musimy się wstydzić własnej słabości, ani brać za to odpowiedzialności. Próbuję rozgryźć mechanizmy takiego działania, bo dla mnie wszystko jest jasne...! Skoro deklaruję komuś pewne działania, muszę być odpowiedzialny i być przede wszystkim pewnym, że to co deklaruję jest w moim sercu szczere i prawdziwe… Jeśli jest dana deklaracja niepewna i nie do końca szczera, nie rzucam obietnic na próżnio, bo zdaję sobie sprawę ze mogę kogoś zranić… Poza tym jaki sens jest w składaniu obietnic, których potem nie można wypełnić… czyli dotrzymać zgodnie z obietnicą…! O wiele uczciwiej jest nie mówić nic i nie zapewniać o czymś czego nie wypełnimy… Znaczenie słów także ma olbrzymią wagę i moim zdaniem z tego ciężaru gatunkowego trzeba zdawać sobie sprawę… Nie każdy w ten sam sposób rozumie słowa i różne terminy mowy ludzkiej. Jednym z najlepszych przykładów jest Wypowiadanie zwrotu „Jak sobie życzysz”. Jeśli miało by to wydźwięk alternatywy w zjedzeniu ciastka, jak najbardziej należy to traktować jako zwrot grzecznościowy, taki uprzejmy. Ale jeśli mamy podejmować ważną decyzję dotyczącą …na przykład wspólnego bycia… albo podejmowaniu decyzji o ślubie... wtedy taki grzecznościowy zwrot „Jak sobie życzysz” już nie jest taki uprzejmy…! Wtedy w moim rozumieniu znaczy to nic innego jak: Nie zależy mi na tobie, albo mam cię gdzieś i to co wybierzesz jest mi obojętne! A to już jest w skutkach bardzo smutne i uzmysławia nam, że ta osoba nie ma dla nas w swoim sercu porządnego, prawdziwego uczucia i jasno nam pokazuje kim tak naprawdę dla niej [niego] jesteśmy! Tak więc zanim cokolwiek zdeklarujemy, a nie jesteśmy pewni czy dotrzymamy słowa, lepiej się wstrzymajmy z obietnicą. Jeśli nie znamy dokładnie znaczenia danego zwrotu lepiej go nie używajmy bo możemy bardzo łatwo kogoś zranić!
Dzień 273
Och... co za wieczór! Ale czy to jeszcze jest wieczór...? Przecież jest godzina 2:00 a więc niedługo będzie ranek...Tak czy siak, czy ranek czy wieczór piszę jeszcze wczorajszego posta. Dopiero wróciłem do domu. Nie jestem zmęczony, ani przejedzony. Andrzejki w naszym wydaniu były zajebiste. Laliśmy wosk przez wielkie oczko starego klucza... to co wylałem ułożyło się w woskową twarz Józefa Piłsudskiego... wszyscy ze mną na czele i to jednogłośnie stwierdzili, że zostanę przywódcą...!I to jeszcze wielkim bo twarz wodza Piłsudskiego o tym świadczy. Niesamowite... zastanawiałem się nad tym, bo skoro miłbym zostać przywódcą, to z jakiego powodu...? Czy tematy jakie poruszam, piszę i używam w swoich postach i wierszach mogą w przyszłości skupić przy mnie ludzi i zwolenników moich treści...? Zdaję sobie sprawę z tego, że są inne niż myśli u ogółu ludzi. Moje przemyślenia i niektóre wiersze, często wyprzedzają nasze czasy. Piętnują ludzkie zachowania i obyczajność. Nawołują do miłości i przyjaźni szczerej i bezinteresownej... ale czy to wystarczy by sprawdziła się dzisiejsza andrzejkowa wróżba...? Nie wiem... ale wiem, że czas pracuje na moją korzyść... i wcześniej czy później dowiem się tego... Powiem jeszcze na koniec, że kopytka w moim wydaniu były strzałem w dziesiątkę... wszyscy bez wyjątku zajadali się nimi i chwalili za doskonałość... oczywiście ze skwarkami ze słonimy były najlepsze! Tym którzy nie mieli możliwości spróbować takiego jedzenia powiem... Wyżerka była super... wszystko rozpływało się w ustach... I nie martwcie się, mogę zrobić dwa razy więcej kopytek, a Ela tyleż samo pysznych krokietów z pieczarkami i siekaną kapusta... Jeśli bedzie kiedyś jeszcze taka okazja by częstować nimi moich WIERNYCH!!! I ZAJEBISTYCH przyjaćiół... napewno je zrobię dla wszystkich obecnych! A teraz pójdę już spać...Dobranoc i Dięki wam, że jesteście... warto dla was robić choćby i pięć razy więcej kopytek! Buziaczki.
piątek, 27 listopada 2009
Dzień 272
Właśnie piątek dobiega końca. Jutro jest sobota...teoretycznie dzień wolny od pracy, czyli dzień odpoczynku. Ale ja nie mam odpoczynku nawet w sobotę... A tak na marginesie jest już godzina 22:45 a to znak, że tu siedzę i pisze posta. Dziwicie się dlaczego nie będę miał ODPOCZYNKU...? Ano dlatego, że zdeklarowałem się zrobić kopytka ze skwarkami ze słoninki dla 11 dorosłych osób. Przyznacie sami, że to dużo pracy w kuchni jak na jednego kucharza...! Ale nie o tym chciałem pisać. Nie wiem dlaczego, ale od rana chodzi mi po głowie temat "Serce". Niby nic nadzwyczajnego... ot jakiś tam ważny organ wewnątrz każdego człowieka. Bije, pompuje krew do każdej nawet najmniejszej części naszego ciała i swoją nieustanną pracą, daje nam możliwość życia. Jednak nie o takim sercu chcę pisać...! Fascynuje mnie serce jako siedlisko ludzkich uczuć... szczególnie uczucia miłości...! Co prawda nie ma dowodów na to, że miłość umiejscowiła się w sercu, ale że tam znalazła swoja siedzibę każdy z nas... szczególnie ci którzy kochali prawdziwie, wiedzą od dawna i nie budzi to w nich żadnych wątpliwości. Czy dowodem na to, że w nim mieszka miłość jest ściskanie i przyśpieszony rytm, szczególnie w przypadkach gdy coś złego dzieje się z obiektem naszej miłości...? A co dzieje się w sercu kogoś kto zaznał odtrącenia szczerej miłości...? Czy też przyspiesza, ściska i jest rozedrgane...?!! A czy w takim przypadku wyciska łzy z oczu i powoduje czarną rozpacz... daje ogromną tęsknotę i niewypowiedziany żal. I wreszcie czy porzucone serce potrafi wywołaś złość, nienawiść i chęć odwetu na osobie, która odtrąciła bezceremonialnie miłość. Moim zdaniem nie wywołuje takich destrukcyjnych uczuć. Uważam, że jeśli jest w nas prawdziwe uczucie miłości... nigdy nie będziemy działać z chęci zemsty. Nie będziemy szukać zapłaty za wyrządzona krzywdę... Ci którzy kochają szczerym i wielkim uczuciem, zawsze będą kochąć tak samo jak przed odtrąceniem. Myślę, że tylko stracą energię do życia, że usuną się w cichy kącik i tam w skrytości duszy będą cierpieć do końca życia... Jest wielce prawdopodobne, że wraz z upływającym wolno czasem cierpienie złagodnieje i osłabnie na tyle, że da się normalnie żyć... Ale napewno nigdy nia zniknie całkowicie, bo kto raz pokochał, będzie kochał niezmiennie... i do końca swoich dni...!!!
czwartek, 26 listopada 2009
Dzień 271
Mamy już godzinę 22:55 a więc przyszedł czas na codziennego posta. Tak więc dzisiaj napiszę o uczuciu tęsknoty. Na początek należy zastanowić się nad tym, czym właściwie jest tęsknota...? Wydaje się to sprawą jasną i nieskomplikowaną... ale czy faktycznie tak jest...? Myślę, że tęsknota jak większość uczuć jest wieloraka i jest pewnego rodzaju potrzebą. Na ogół tęsknimy za czymś... jeśli za czymś to można by założyć, że jest formą niedoboru danej rzeczy... jeśli łagodna tęsknota przybierze formę skrajną, będzie już uzależnieniem... czyli przerodzi się we wredne uczucie destrukcyjne... a takiego nikt z kontrolujacych własne życie ludzi nie chce. Często zdarza się nam tęsknić za kimś. Może to być za kolegą, koleżanką, rodziną, partnerem [ką],ulubionym zwierzakiem, dziećmi, przyjaciółmi...! Skąd bierze się taka forma tęsknoty...? Co najmniej z dwóch powodów. Pierwszy i zasadniczy wywodzi się z samotności. Drugi nie mniej ważny ma podłoże uczuciowe i na tych dwóch się skupimy. Strach to z pozoru destrukcyjne uczucie, ale nie koniecznie zgubne. Może być otwierające nowe drogi, albo budujący lepsze światy i układy! Jednak mnie chodzi o ten nasz przyziemny strach przed samotnością... i to właśnie przed samotnością bronimy się w ten sposób, że za wszelka cene...zwodząc i nie mówiąc prawdy, czasem kłamiąc i oszukując staramy się pozyskać kogoś kto zostałby przy nas na dłużej. Taki układ nie przetrwa długo, bo wcześniej czy później okaże się, że ten[ta] zwabiony na siłę ma tyle wad, że nie daje się znim wytrzymać. Wtedy rozchodzimy się i jest po sprawie. Co się jednak dzieje gdy ten osobnik ściągnięty na siłę nam zawierzy i pokocha prawdziwie i gorco...??? Ano będzie żył w nieodwzajemnionym uczuciu. Będzie wykorzystywany i lekceważony. Będzie odpychany i ośmieszany przez długie miesiące a nawet lata. W końcu osoba bez miłości do niego znajdzie kogoś kogo być może trochę pokocha i porzuci tego który bardzo kochał...!!! Czy to nie czysta forma egoizmu... bawić się cudzymi uczuciami!!! Wreszcie odtrącić je bez poczucia winy i odejść jak gdyby nigdy nic się nie stało? Nie lepiej i uczciwiej było być samotnym i w ten sposób nie krzywdzić cudzych uczuć!!! Pewnie tak... gdyby nie ten strach i egoizm... A więc należałoby powiedzieć: jesteś usprawiedliwiony bracie... idź i nie grzesz więcej!
środa, 25 listopada 2009
Dzień 270
W tej oto przelotnej chwili ziemskiego istnienia, mija godzina 19:20 a to znak, że właśnie zabrałem się za pisanie kolejnego posta. Dzisiaj na mgnienie oka zajrzało do mnie słoneczko… jego cieplutki promyk na moment rozjaśnił moje myśli. Jego jasność i ciepło na sekundę rozgrzało moją postać… zanim zdążyłem nasycić nim wzrok okryły jego nieśmiały blask, ciemne chmury jesieni… i do końca dnia już nie miałem drugiej takiej okazji by poczuć na swoim ciele jego ciepłotę. W dniu dzisiejszym chłód i szarość jesieni powtórnie zwyciężyła… Patrząc nieco wstecz widzę, że od odejścia lata wszystkie kolejne miesiące są zimne, dżdżyste i bez słońca… chmurę chmura okrywa i jest niesympatyczne wrażenie zapomnienia. Poprzedniego roku jesień obfitowała ciepłem w wielu dniach i nawet całych tygodniach, i do takiej właśnie najczęściej wracam wspomnieniami. Cóż jednak można poradzić na takie zawirowania! Jedno co można zrobić to tylko pogodzić się i zaakceptować taki stan rzeczy. Z uwagi na bezsilność człowieka do przemijającego biegu natury trzeba poddać się bez szemrania biegowi jesiennego czasu… bo potem… może być jeszcze gorzej… bo potem już tylko zima nastanie! Tak więc bez zbędnych emocji, staram się nie ulegać złym nastrojom… bo tak naprawdę stresem i skaczącym ciśnieniem można tylko sobie krzywdę zrobić…! W związku z tym pójdę do kuchni zrobić sobie pyszną jajecznice na skwarkach ze słoniny! A co mi tam… jak szaleć to szaleć – usmażę na noc z trzech jaj z podwójnymi żółtkami… już widzę jak niektórym czytaczom ślinka leci… więc nie oblizujcie się na myśl o mojej jajecznicy tylko marsz do kuchni i zróbcie to samo co ja! Poprawa byle jakiego humoru gwarantowana… Dobranoc
wtorek, 24 listopada 2009
Dzień 269
Jest już godzina 21:40 a to oznacza, że piszę właśnie kolejnego posta. Od wczesnego rana... to znaczy od kiedy wstałem z łóżka i byłem już na nogach, wiał silny i zimny wiatr. Chmury zakryły szczelnym całunem ciepło i złoty blask pięknego słońca, Czy będzie tak podle i smutno aż do końca miesiąca...? Całości dopełniał padający od czasu do czasu niewielki deszcz. Swoim klimatem powodował przygnębiające wrażenie ponurej i zimnej jesieni. Jednak dwa razy w ciągu całego dnia słońce ledwie błysnęło i zanim się zdążyło pojawić, zniknęło ponownie za gęstymi chmurami. Będąc pod wpływem takiej pogody myślałem o wielu sprawach i tematach. Wszystkie wydają się być ważne i godne przemyślenia, a nawet zaprezentowania na moim blogu. Po głębszym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że napiszę kilka zdań na temat kultury i dobrych manier w korespondencji. W przeciwieństwie do starych, mamy dzisiaj całą gamę różnych możliwości korespondencji. Mamy tak jak dawniej listy [jednak one już należą do rzadkości, mamy SMS-y, mamy MMS-y, mamy pocztę mailową, wiele innych komunikatorów, telefony stacjonarne i komórkowe, które pozwalają nam rozmawiać z każdej części świata... nawet z łazienki! To wszystko umożliwia nam lepszy kontakt... szybszy i łatwiejszy przekaz wszelkich wiadomości... ale czy to zwolniło nas z od dawna stosowanych zasad i dobrych manier w korespondencji...? Otóż NIE! Czy wolno nam teraz nie odpisywać na wiadomość jakkolwiek przesłaną...? Z pewnością NIE! Czy teraz do dobrych manier w korespondencji należy nieodpisywanie i tym samym lekceważenie rozmówcy... Zdecydowanie NIE! Niestety często spotykam się z takim zachowaniem. Mało tego, że próżno wyczekuje re-wiadomości... i to jeszcze od osób bliskich z którymi utrzymuję stałą korespondencje, ale nawet spotykam się z takim zachowaniem, które wręcz jest niesmaczne. Niektóre osoby odchodzą w trakcie bierzącej wymiany pisanych zdań bez uprzedzenia, że chcą zakończyć rozmowę pisaną... ot tak odchodzą i już... a ja i wielu z nas siedzimy przy kompie i czekamy, i czekamy, i odpowiedź nie nadchodzi... Aż chce się zapytać: O jakim szacunku marzy ten który innym takiego szacunku nie daje...!? O jakim poważaniu marzy ten który nikogo nie poważa...!? Czasem ludzie i ich wyobrażenie dobrych manier mnie zadziwiają... Kim jesteśmy... kim chcemy być skoro nie potrafimy dawać sobie tak małych uprzejmości!!!???
Subskrybuj:
Posty (Atom)
