EPILOG

Po długim wahaniu postanowiłem zakończyć pracę z prowadzonym od ponad 500-set dni blogiem pt. "Poezja, którą da się czytać". Jak spostrzegliście 7 ostatnich postów zasadniczo odbiegało tematem od wcześniejszych treści, dlatego zostały przeniesione do nowoutworzonego bloga, który będzie poruszał właśnie taką tematykę. Mam nadzieję, że te ważne tematy wciągną was i zachęcą do czytania, i czynnego uczestnictwa w życiu nowego bloga pt. "Tropem dziwactw i bezsensu". Zapraszam. Oto nowy adres pod którym mnie znajdziecie:

http://tropem-dziwactw-i-bezsensu.blogspot.com

niedziela, 7 marca 2010

Dzień 372

Jak ten czas szybko leci... Jest już godzina 21:55. Zawsze jakoś tak dziwnie się dzieje, że kiedy jesteśmy w miłym towarzystwie, a zwłaszcza gdy poruszamy ciekawe tematy, ten czas właśnie wtedy umyka najszybciej... niemal w zawrotnym tępie. Będąc pod wrażeniem szybko umykającego czasu zastanawiłem się nad istotą bycia w koleżeństwie z bliskimi i dobrymi znajomymi, a z których to związków mogą powstać prawdziwe i długowieczne przyjaźnie, a nawet wspaniałe partnerstwo oparte na miłości... Nie rozmyślałem nad stanem ich istnienia, tylko nad stanem gdy ich nie mamy. Kim byśmy byli gdyby nie było przy nas takich dobrych znajomych... zwłaszcza gdy są to wspaniali i uczciwi ludzie. Jakby wyglądało nasze życie gdybyśmy nie mieli w zasięgu ręki kogoś komu możemy powiedzieć o naszych smutkach, radościach, problemach i sukcesach...! Do kogo o każdej porze dnia i nocy możemy pojechać i to bez anonsowania swojej chęci spotkania. Myślę, że czulibyśmy się jak ten zagubiony wędrowca, który znalazł się na samym środku sahary... A mimo to są tacy, którzy odtrącają tych, którzy są ich przyjaciółmi. Myślą, że są tacy zaradni i samodzielni, że pordzą sobie sami ze wszystkimi sprawami... Ale to nie prawda! Nie poradzą sobie... bo kto zastąpi prawdziwego i szczerego przyjaciela...? Ja nie znam na to pytanie odpowiedzi... Dobranoc

sobota, 6 marca 2010

Dzień 371

Jest już późno... czyli godzina 23:46. Dzisiejszy dzień spędziłem na pracy w sklepie i po południu w miłej gościnie... u moich dobrych znajomych... Cieszę się, że u nich wszystko jest w porządku... no i najważniejse widzę w nich uczucia do siebie... a to jest dla mnie najfajniejsza wiadomość... A teraz zamieszczę drugą część "Drogi do nikąd". Oto ona:

Pianę u pysków toczą Twe konie,
Spod kopyt strzela warkocz komety,
Oko jak lampion każdemu płonie,
Gdy ciągną brzemię naszej Planety.

W horyzont wbiłeś wzrok półprzytomny
I pragniesz pojąć problem niechciany,
Na barkach dźwigasz ciężar ogromny,
Misternie z ludzkich krzywd utkany.

Pędzą lata, mijają wieki, eony.
Giną drzewa z rąk człowieka,
Odchodzą ludzie, padają bastiony,
Tylko nikt nie wie, co nas jeszcze czeka.


Bogdan Chmielewski
Warszawa 20. 04. 2008r.

piątek, 5 marca 2010

Dzień 370

Jest jeszcze dość wcześnie... czyli godzina 19:35. Pogoda znowu była zimowa. Padał śnieg... Na drogach było śliskio, a samopoczucie w zależności od osobowości różne... Jedni w takich warunkach atmosferycznych cierpią bóle głowy, inni wahania i skoki ciśnienia, a jeszcze inni są sflaczali, śpiący i tak jak sami mówią do niczego... Na mnie nie działa aura pogodowa. Na mnie działa ludzka głupota. Proszę nie mylić z marnym wykształceniem, lub jego całkowitym brakim. Taka zwykła głupota wynikająca z bezmyślności, albo zwykłego lenistwa... Ludzkie lenistwo powoduje, że ci o których mówię odpychając od siebie pewne czynności, a i zdroworozsądkowe myślenie potrafią wykazywać się zadziwiającą pomysłowością. Udają, że nic nie rozumieja, pracuja i celowym destrukcyjnym myśleniem powodują w innych ludziach odruch odtrącenia... bo kto z pracowitych osób zgodzi się na działanie które nie przynosi pożytku i wręcz szkodzi...wtedy szkodliwy leń zaciera rączki, bo to przecież jego przepędzili od pracy, a nie on źle pracowałi i się lenił... A więc nie bądźmy naiwni i nie dajmy się nabijać w butelkę. Nie dajmy się wpuszczać we współczucie i wyrozumiałość leniwym od urodzenia cwaniakom. Pomyślmy raczej o swoich dzieciach i co z nich wyroście gdy będziemy sami uczyć ich lenistwa i braku szacunku dla cudzej pracy. Dziecko nie może się lenić dlatego, że jest dzieckiem. Musi mieć wpajane drobne obowiązki... a z wiekiem coraz większe i trudniejsze zadania. Już od najmłodszych lat powinniśmy pokazywać naszym dzieciom, że wsólny wysiłek na rzecz rodziny, bliskich i nawet obcych starszych ludzi cementuje uczuciowo i sprawia, że szanujemy każdego człowieka...Bo czyż nie o szacunek w starszym wieku nam chodzi...!!!??? Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru...

czwartek, 4 marca 2010

Dzień 369

W tej chwili minęła godzina 23:15. Czyli jest już dość późno... Ostatnio pisałem swoje posty zdecydowanie wcześnie. Widocznie uskrzydliło mnie zlecenie do druku mojej książki, że jeszcze tu o tej porze jestem. Sprawy od razu nabrały rozpędu i wszyscy zaangażowali się rzetelnie i z pełnym oddaniem. Nie będę ukrywał, że mam w tej drukarni specjalne wzgledy i naszym spotkaniom przyświeca miła atmosfera. Oczywiście nie obyło się bez drobnych uchybień z mojej strony. Okazało się że okładka nie ma grzbietu i nie zamieściłem w książce numeru ISBN... ale to w sumie drobiazgi, które szybko zostały usunięte. Teraz tylko pozostaje mieć nadzieję, że już wszystko pójdzie jak po "maśle" czego sobie i wszystkim zaangażowanym w wydanie ksiązki życzę. Dzisiaj zaprezentuję jeden z wcześniejszych moich wierszy... Oto on:

Droga do nikąd


Świecie – pełen dusz zbłąkanych,
Materializmu, smutku, przemocy.
Ile Narodów nie pojednanych,
Zaciekłe wojny ze sobą toczy.

Na firmamencie granat purpury srogi,
Nabrzmiały przykrył światło obłokiem
I jasne gromy ciska pod nogi
I toczy wody rwącym potokiem.

Rydwanem czasu pędzisz po niebie
I trasę znaczysz ponurym smogiem.
Nie wiem czy kochasz samego siebie,
Będąc destrukcji strasznym Bogiem.

środa, 3 marca 2010

Dzień 368

Zaraz minie godzina 23:00. Dzisiejszy dzień minął mi w ruchu. Jeździłem po różnych miejscach i dopracowywałem szczegóły związane z wydaniem książki. Jutro jestem umówiony z drukrnią, której chcę zlecić wydrukowanie właśnie tej książki. Pogoda nie była najlepsza więc po powrocie do domu poczułem się zmęczony i jakiś taki nie swój. Położyłem się na wersalce i wyobraźcie sobie... przespałem dwie godziny... a teraz już nieco w lepszym stanie odpiszę na listy i po zamieszczeniu tego skromnego posta udam się na nocny spoczynek... Życzę wszystkim spokojnych snów. Dobranoc

wtorek, 2 marca 2010

Dzień 367

Drugi dzień marca zbliża się do godziny 20:10. Jakbym zlikwidował dwukropek między cyfrą wskazującą godzinę, a czyfrą wskazującą minuty, połączenie ich dałoby nam aktualny wskaźnik rok 2010. Wielu ludzi zadaje sobie pytanie jaki będzie i co przyniesie... ale czy warto się nad tą niewiadomą głowić, zastanawiać...? Moim zdaniem nie warto. Szkoda czasu i nerwów. Natomiast zawsze i o każdej porze warto jest zastanawiać się nad swoim stosunkiem do innych ludzi. Nad własny stylem, kulturą, uczuciami, uprzejmością, tolerancją i akceptacją tego co nas otacza. Warto jest zadawać sobie pytanie: Dokąd zmierzam...? Dokąd chcę iść...? Czy lepiej jest mieć przy sobie szczerych i gotowych nieść pomoc przyjaciół, czy lepiej jest żyć z agresją, ignorancją i brakiem zaufanie do każdego, kto się do nas zbliży. Często jest tak, że za swoje niepowodzenie, brak szacunku, szczęścia i braku miłości winimy cały świat i wszystkich żyjących w nim ludzi... Jednak czy słuszne są takie gorzkie pretensje...? Oczywiście, że nie. To rozżalenie zasłania i tak już mało co widzące oczy. To smutek samotności i braku miłego przyjaciela sprawia, że brakuje w ludziach samokrytycznej i sprawiedliwej oceny. To brak zaufanego przyjaciela i choćby odrobiny miłości sprawia, że zachowujemy się irracjonalnie... Prawda jest taka, że to my sami budujemy sobie przyszłość... przyszłych przyjaciół i każdą minutę życia... A więc baczmy na to co myślimy, co rozsiewamy innym ludziom pod nogi bo z tych ziarenek powstanie nasze późniejsze i całe życie... Jak mówi jedno z przysłowm naszych dziadków..."Zanim coś powiesz to się dziesięć razy zastanów...!!!"

poniedziałek, 1 marca 2010

Dzień 366

Dzisiaj wyjątkowo wczesnie zabrałem się za pisanie posta. A więc jest godzina 15:50.
Tak więc rozpocząłem drugi rok bytności z moim blogiem w necie. I z tej przyczyny chcę tym wszystkim, którzy nie wiedzą, zapomnieli lub na skutek pobieżnego czytania nie doczytali się w moich postach w jakim celu stworzyłem swojego bloga, pragnę przypomnieć i uzmysłowić, że TA pozycja została stworzona do prezentowania moich wierszy, ale i do pokazywania tym, którzy zatracili się uczuciowo w materialnym świecie i wiecznej pogoni za dobrami materialnymi, czym są uczucia. Zwłaszcza te zapomniane, a także te zepchnięte z różnych przyczyn głęboko do podświadomości. Jak widać z treści niektórych wpisów... no cóż nie każdy potrafi zrozumieć i zaakceptować moją wolę, ani tymbardziej znaleźć swoje miejsce w moim blogu. Są w znakomitej większości osoby, którym odpowiada klimat panujący w tym miejscu i to one wespół ze mną tworzą atmosferę bloga, ale i są tacy, którym wręcz szkodzi miła i pozytywna energia tu panująca. Blog jest publiczny i każdy ma prawo do wypowiadania swoich poglądów na jego łamach… jednak należy to robić w sposób nienarzucający swojej myśli, tolerancyjny do inności drugiego człowieka, kulturalny i nie obraźliwy. Niedopuszczalne jest szarganie cudzej religii, obyczajności, dobrego imienia i etyki. Wypowiedzi każdego wpisującego nie mogą być niekończącą się przepychanką i wręcz żywcem wyjętą polemiką z podrzędnego brukowca…! Jeśli do tego dopuścimy, miejsce naszej oazy przytulności straci miłą i ciepłą atmosferę i przemieni się w bazarową pyskówkę… Niestety ostatnie dni pokazały nam, że nie wszyscy to rozumieją i mając za nic kulturalne relacje, szydzą, drwią i obrażają tu skupionych czytaczy ze mną włącznie. W pierwszej chwili postanowiłem nie odnosić się do skierowanego pod moim adresem porównania mnie - człowieka pokoju, akceptacji wszelkiego życia na Ziemi, obrońcę środowiska, wyznawcę i propagatora pokoju, braku agresji, przyjaźni i miłości do chorego psychicznie rzezimieszka, łotra spod ciemnej gwiazdy, sekciarza i oprawcy w jednej osobie „Rasputina”. Po upływie kilkunastu godzin od mojego postanowienia o przemilczeniu tej obrazy, moje wnętrz zbuntowało się i powiedziało NIE. Nie wolno milczeć gdy bezceremonialnie i brutalnie szargają naszą godność i stawiają nas w jednym szeregu z taką kanalią jaką był „Rasputin”… dlatego uprzejmie informuje, że tutaj nie znajdziecie poklasku dla swoich obelg… nikt i nic… zwłaszcza klimat tego miejsca was tutaj nie trzyma…! Wasza droga do krainy wiecznych obelg stoi przed wami otworem… powodzenia. Lojalnie uprzedzam, że każde wpisy godzące w dobre imię każdego z tu obecnych będę usuwał… a jeśli to nie odniesie skutku posunę się do zablokowania takiej osoby włącznie…! A teraz zaprezentuje Wam fragment charakterystyki imć Pana Rasputina odnaleziony w źródłach historycznych… oto on:
***
Grigorij Rasputin urodził się w syberyjskiej wiosce niedaleko Uralu w 1872 roku. Był zwykłym chłopskim dzieckiem. Kiedy dowiedział się o zaledwie kilku cudach chrześcijańskich, Grigorij zaczął naśladować Jezusa, urządzał msze i oddawał krwiste ofiary. Był szefem miejscowej szajki, która kradła, rozrabiała i katowała mieszkańców. Nawet miejscowy pop płacił mu 10 kopiejek tygodniowo, by tylko Grigorij nie chodził na msze. Rasputin stał się w wieku około 15-stu lat nałogowym koniokradem. Uprowadzał konie i niektóre zabijał ze szczególnym okrucieństwem. Postrach wioski i okolic, Grigorij Rasputin wyjechał do wymarzonego seminarium. Nie został kapłanem, ale uczył się czytać i podróżował. W końcu wstąpił do rosyjsko-greckiej sekty…
***
I mnie się nazywa kimś takim…!!! Odsyłam wszystkich oceniających na podstawie fragmentarycznych i powierzchownych informacji do moich postów o tolerancji, pochopnym ferowaniu wyroków i nie ocenianiu innego człowieka… Czyż w Biblii nie jest napisane: Nie sądź byś sam nie był osadzony?
A tak już na marginesie dodam... nie dyskutuję z ludźmi bez twarzy...