niedziela, 8 listopada 2009
Dzień 252
Wyobraźcie sobie, że mija już godzina 1:50... a to oznacza, że jest najwyższa pora by napisać wczorajszego posta... O tej właśnie porze wróciłem z imprezki urodzinowej u Bożenki. Było super, a doborowe towarzystwo w sposób szczególny sprawiało piękny klimat i nieporównywalne wrażenia. Było ekstra żarcie, wino i szampan...i energie z których wyjść się nikomu nie chiało. Właściwie tylko ta późna pora zmusiła nas do rozstania... Cieszę się, że potrafimy tworzyć taką grupę w której nie ma nikogo kto by czuł się niedobrze... I tak trzymajmy bo to grupa na miarę wzorca dobrych relacji... Dobranoc Kochani...idę już spać!
piątek, 6 listopada 2009
Dzień 251
W tej chwili mija już godzina 21:20. A co to oznacza...? Ano to, że zabrałem się już do pisania posta. Dzisiaj pogoda była kiepska, czyli było pochmurno i popadywał deszczyk. Od kilku dni we wszystkich mediach karmią nas strachem przed epidemią wieprzowej grypy... Tak, tak, wieprzowej. Nie podoba mi się miano świńskiej, bo ta nazwa kojarzy mi się z powiedzeniem: świnia świni coś tam slini, więc wolę mówić "wieprzowej". Otóż zastanawiałem się jak to możliwe, że ów wieprzowa grypa ledwo zapukała do nas i to jeszcze z ukraińsjego mieszkania, a my i cała europa ma już skuteczną szczepionkę! Jak wiemy wszystkie zarazki, bakterie i wirusy przechodzą mutacje i zmieniają tym samym swoje właściwości...a to oznacza, że szczepionka też powinna mutować by być skuteczną w zwalczaniu choroby... A czy mutuje? Poza tym co to za szczepionka od której po kilkunastu godzinach umierają jej biorcy. Media podały cztery takie przypadki. Strach mnie obleciał na samą myśl wszczepienia sobie dobrowolnie takiej szczepionki! A tak naprawdę po jaką chlerę się szczepić trucizną kiedy, powtarzam komunikat za oficjalnymi mediami, mamy dość lekarstw, by skutecznie walczyć z grypą...? Wszystko jest jasne... Przecież o nic innego tu nie chidzi jak tylko o wielka kasę! Mamona, marterializm i strach jest siłą napędowa w tego rodzaju predsięwzięciach! A my ulegamy tym emocjom i dajemy zapędzać się w kozi róg...! Jednak wybór właściwej drogi należy tylko i wyłacznie do każdego z nas! Jestem przekonany, że umiar i zdrowy rozsądek pokaże nam co wybrać!
Dzień 250
Jest już zdecydowanuie późno. Nawet nie mogę powiedzieć, że jest dzisiaj, bo post należy do wczoraj...Czyli jest godzina 0:40. Tak więc w galopującym pośpiechu piszę posta. Pogoda była i jest typowo jesienna. Padał większą część drobny deszcz.Z tego powodu nie można było iść do parku na spacerek. Tak więc spotkaliśmy się u Eli w kilka osób i zrobiliśmy sobie cichy wieczorek poetycki. Czytaliśmy nigdzie nie publikowaną, moją poezję o sprośnej treści. Udało mi się przeczytać dwa poematy pod tytułem "Cnotliwa Zuzanna" i "Leśny Zbój". Całość wyzwala niesamowite i niekontrolowane pokłady śmiechu, którego powstrzymać się nie da... Takie wybuch towarzyszyły co kilka minut,a to skolei powodowało dłuższe przerwy w czytaniu.Do tego dochodziły obowiązkowe komentarze na temat bohaterów tychże poematów...Do domu wróciłem o godzinie 0:10... a teraz już się piożegnam i pójdę do łóżka spać...Pa
środa, 4 listopada 2009
Dzień 249
Dopiero minęła godzina 20:15 i chociaż jest jeszcze wcześnie zabiorę się za pisanie kolejnego posta. Dzisiejszy dzień był zimny i wiatrowy. Silne podmuchy zwiewały jeszcze tkwiące na drzewach liście. Czas robi swoje i za dzień, może dwa nie będzie już na nich czerwono - żółto - brązowych liści. Czas... ten doktor strapionych, zakochanych nieszczęśliwie i porzuconych w miłości ludzi pracuje na naszą korzyść. Oni czekają w bólu aż zagoją się ich rany. U jednych następuje to szybciej. U innych wolniej, ale i są tacy u których rany nie chcą się zagoić całymi latami. Są sytuacje trudne, uciążliwe i tragiczne. Ja ze swoja stratą sam zaliczyłem się do trudnych. Doświadczam smutku, zawodu, rozczarowania, żalu po stracie, ale mimo przybywających przedmiotów, które padły łupem złodziei, doświadczam pięknej przyjaźni. Już drugi dzień dostaję energię szczerego wsparcia. I wczoraj i dzisiaj otrzymuje propozycje pomocy finansowej i jakiejkolwiek innej. Jestem szczęściarzem. Mając takich znajomych, bliskich i przyjaciół niczego się nie boję. Wiem, że wszyscy są ze mną i pragną mnie wspierać jak tylko się da. Jest mi niezwykle miło i przyjemnie z tego powodu. Cieszę się, że nie jestem sam. Cieszę się, że wszyscy jesteście myślą i czynem przy mnie. Piękne dzięki za wszystko...jestem pod wielkim wrażeniem i mam często łezki w kącikach oczu...
wtorek, 3 listopada 2009
Dzień 248
Właśnie mija już godzina 23:20 to i czas zabrać się za posta. Dzisiaj był bardzo smutny i zły dzień. Złodzieje włamali się do mojego mieszkania. Skradli kilka rzeczy, które stanowiły dla mnie jakąś wartość. Najbardziej szkoda mi aparatu fotograficznego. Lubię fotografować plenery i różne ciekawostki, a teraz już nie mam czym, bo skradli mi także stare aparaty fotograficzne na film. Jednak nie to jest najistotniejsze w tym całym nieszczęśćiu... W takiej właśnie trudnej chwili okazało się,że mam prawdziwych przyjaciół. Wszyscy bez wyjątku dawali wsparcie choćby i z odległości 200 kilometrów. Były deklaracje wsparcia finansowego, duchowego i prawdziwie przyjacielskiego. Prawie natychmiast przyjechała Ela i zaraz za nią pojawił się Wojtek...Był nawet płacz wsparcia i rozrzalenia. Były dobre słowa, a obecność ich tak natychmiast i tak blisko jest najcenniejsza. To jest właśnie to czego chcemy i pragniemy w trudnej chwili od prawdziwych przyjaciół. Reszta bliskich dawała wyraz troski i wsparcia telefonicznie i mentalnie. Piękne dzięki Moi Mili... Jesteście wszyscy na medal... dzięki za to, że jesteście... Bardzo się cieszę, że Was mam!
poniedziałek, 2 listopada 2009
Dzień 247
Zerkam na zegarek i widzę godzinę 23:35 a więc i nie trudno się domyślić, że już zaczynam pisać posta. Od wczoraj zaczęły się przymrozki... wprawdzie tylko nocą i rankiem, ale temperatury spadają do minus 3-4 stopni. Dzisiejszy dzień był nieprzyjemny. Wiał przenikliwy wiatr i studził plecy nawet pod skórzaną kurtką. Chcąc nie chcąc przypiąłem do niej podpinkę i na jutro jestem już lepiej przygotowany do listopadowych chłodów i wiatru... Zauważyłem, że dzień zmarłych ma wpływ nie tylko na mnie, ale i na większość moich przjaciół i to jeszcze wielodniowo. Widząc w nich taki żal i ciągłe rozpamiętywanie dawnych spraw jest mi smutno. A to dlatego, że cierpią z powodu poniesionej straty. Straty najbliższych im ludzi. Rozumiem, że bardzo trudno jest im się z tym pogodzić. Jednak uważam, że niepogodzić się z tym faktem jest im jeszcze trudniej, bo rok rocznie nakręcją spiralę swojej tragedii. I tak każdego listopada przez całe lata... niektórzy aż do własnej smierci. Taki fakt o czymś niezbicie świadczy, a mianowicie o tym, że ich miłość do utraconych osób jest niesamowicie wielka, prawdziwa i czysta. Należy zastanowić się czy to jest piękne, czy tragiczne... a może jedno i drugie? Tkwią w miłości i w samotności całymi latami... i nie potrafią zapomnieć. Z drugiej strony widząc taką wierną i nieustającą miłość, cieszę się bardzo, bo cóż może być pięknięjszego od wielkiej i czystej miłości... moim zdaniem nie ma nic co by tej miłości dorównało...! Jestem z Wami i wiem kiedy jest Wam trudno i wtedy nieustająco posyłam wam energię wsparcia...
niedziela, 1 listopada 2009
Dzień 246
W tej chwili mija godzina 22:55 czyli jest odpowiednia pora do napisania kolejnego posta. Dzisiejszy dzień był pod wpływem święta zmarłych i tak mniej więcej przebiegał. Rano zaliczyłem cmentarz, zapaliłem światło pamięci i złożyłem chryzantemy... Potem... czyli kilka godzin później, doświadczyłem aktu niesamowitego zaufania... Na codzień nawet się o takich sprawach nie myśli, bo to sprawa tak intymna i niespotykana, że aż dech mi zaparło... Oto jeden z moich wielkich przyjaciół złożył w moje dłonie siebie...! Siebie w ostatniej drodze tutaj na ziemi. Poprosił mnie bym po jego śmierci poniół w swoich dłoniach jego prochy umieszczone w urnie i osobiście złożył je w grobie... Jest to dla mnie wielki zaszczyt i akt największego zaufania i zarazem deklaracja wielkiej i szczerej przyjaźni... Oczywiście przyjąłem tą propozycje i jeśli będzie mi dane przeżyć dłużej niż on napewno poniosę jego prochy do jego ostatecznego miejsca spoczynku. Dopiero wieczorem pod wpływem uczuć i emocji oczy moje nabrzmiały łzami... które popłynęły swobodnie w dół i zginęły gdzieś w załamaniach dywanu... Chylę czoło przed tobą... bo jakże tu nie chylić!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
