środa, 7 października 2009
Dzień 221
Właśnie dochodzi godzina 24:00. Świadzczyć to może tylko o jedny... mianowicie o tym, że zabieram się do pisania kolejnego posta. Otóż dzisiaj, na podstawie tego co piszę, własnych dociekań, przemyśleń i treści wpisów Moich Miłych czytaczy nasunęła mi się pewna prawda. Prawda ozywista o człowieku...! I tak chcę powiedzieć, że zgodnie z tym co tutaj poruszamy, dzisiaj mogę powiedzieć, że sprawa wygląda tak: Jeśli wybieramy drogę matarializmu i sukcesu zawodowego, po upływie kilku dziesiątek lat otrząsamy się z rywalizacji materialnej i widzimy, że oprócz przedmiotów nie mamy nikogo obok siebie. Mimo, że całe życie dążyliśmy do tego wyczekiwanego stanu szczęściopodobnego... do tego stanu posiadania dóbr materialnych, które mamy... okazało się, że cierpimy samotność, tęsknimy do drugiego człowieka, bo najnormalniej w świecie potrzebujemy uczuć, których nie mamy. Potrzebujemy przytulanki, przyjaźni, miłości i wsparcia... ale tego też nie mamy, bo wybraliśmy posiadanie przedmiotów... Szybko dochodzimy do wniosku, że utraciliśmy coś co jest nam niezbędne do życia. Zastanawiamy się co zrobić by to mieć... więc szukamy intensywnie. Trafiamy na różnych ludzi i nikt nie daje nam tego czego teraz pragniemy... A jak ma się zmatreializować uczucie, które tyle lat odrzucalismy z niebywałą konsekwencją...!!! Po kilku latach, nowy sposób myślenia zaczyna nabierać konkretnych kształtów... Poznajemy kogoś kto darzy nas uczuciem. Chce dać przyjaźń i miłość. Ten ktoś kocha... tak jak chcieliśm! A ci wszyscy od materializmu... nie umieją z tego korzystać! Lekceważą miłość tego kogoś i szybko zaczynają się NUDZIĆ SIELANKĄ UCZUCIOWĄ... W końcu tracą na skutek własnego egoizmu i wygodnictwa tego kto chciał kochać i dawać swoje uczucia... Dlaczego tak się dzieje. Dlaczego żaden z nich nie umiaił wykorzystać jedynej szansy jaka została mu dana... Dlatego, że serca tych ludzi są puste! Nie ma w nich niczego co pasowałoby do miłości kogoś kto może był biedniejszy... albo nie umiał pięknie się wysławiać... może nie miał nienagannych manier, albo odpowiedniego wykształcenia... mógłbym zjeść beczkę soli i nie zrozumiałbym człowieka!!!
wtorek, 6 października 2009
Dzień 220
W tej chwili jest godzina 21:35. Tak więc czas już zacząć pisać posta. Co za dzień dzisiaj miałem. Prawie nie usiadłem na tyłku... ciągle w ruchu, ciągle coś załatwiałem... nawet teraz ledwo skończyłem listę wierszy, które będą wydrukowane na wernisażu. Jednak mój umysł miał jeszcze za mało i musiał oddać się swoim dociekliwym przemyśleniom. Zastanawiałem się nad wyższością uczuć nad materią. Bez wątpienia jest wielu ludzi, którzy uważaja wyższość materii nad uczuciami... ale ja na skutek swoich doświadczeń i wiedzy wiem, że kolejność jest taka jak napisałem na początku posta, czyli wyższość uczuć nad materią jest dla mnie OCZYWISTA!!! I tak:
Miłość, energia, harmonia, współbrzmienie, wszechświat, bóg – z mojego punktu widzenia to jedno i to samo. Bóg to słowo jak wiele innych słów wymyślone przez człowieka. Ludzie nie słuchają innego człowieka, ani głosu rozsądku, ani głosu wszechświata. Z braku wiary i logicznego wytłumaczenia, nie słuchają nawet siebie. Powszechna arogancja i brak pokory do istniejących od wieków prawd o stworzeniu i działaniu wszechświata jest smutna, niezrozumiała i przerażająca. W dzisiejszej dobie pędu technicznego, ludzie już nie rozróżniają starych i jedynych prawd od wymyślonych przez cwaniaków gatunku ludzkiego reguł. Niejednokrotnie pozbawionych sensu i zbudowanych tylko i wyłącznie na potrzeby ich własnej chęci posiadania ulotnych dóbr materialnych. Nie dopuszczając do siebie ogólnych prawd, wymyślają jakieś ograniczenia, idiotyczne normy, kodeksy... nie mające nic wspólnego ze sprawiedliwością prawo. Komplikując sobie i innym istotom życie, zadręczają się coraz to wymyślniejszymi formułkami. Ale nie to jest najgorsze. Zatrważające jest to, że człowiek potrafi szukać szczęścia w zdobywaniu rzeczy z materialnego świata. I tak w kółko przez całe życie: szuka, zdobywa w wielkim trudzie i znoju, nawet kosztem tak wielkich uczuć jak przyjaźń i miłość… wreszcie osiąga swe cele… a gdy już poczuje, że chwilowo zaspokoił swoje pragnienia, myśli naiwnie, że ma, że zdobył swoje szczęście. Tymczasem osiągnął zaledwie stan szczęściopodobny, bo przecież szczęście to nie moment posiadania telewizora plazmowego, samochodu, czy kobiety-żony na papierku. Szczęście tak jak przyjaźń i miłość jest zawsze stanem wnętrza człowieka! I to te uczucia są największe… ba są tak wielkie, że żadna materia, żaden stan posiadania ziemskich rzeczy nie jest w stanie doskoczyć im nawet do pięt…!!! I to one nadają sens życiu zawsze, wszędzie i na wieki!
Miłość, energia, harmonia, współbrzmienie, wszechświat, bóg – z mojego punktu widzenia to jedno i to samo. Bóg to słowo jak wiele innych słów wymyślone przez człowieka. Ludzie nie słuchają innego człowieka, ani głosu rozsądku, ani głosu wszechświata. Z braku wiary i logicznego wytłumaczenia, nie słuchają nawet siebie. Powszechna arogancja i brak pokory do istniejących od wieków prawd o stworzeniu i działaniu wszechświata jest smutna, niezrozumiała i przerażająca. W dzisiejszej dobie pędu technicznego, ludzie już nie rozróżniają starych i jedynych prawd od wymyślonych przez cwaniaków gatunku ludzkiego reguł. Niejednokrotnie pozbawionych sensu i zbudowanych tylko i wyłącznie na potrzeby ich własnej chęci posiadania ulotnych dóbr materialnych. Nie dopuszczając do siebie ogólnych prawd, wymyślają jakieś ograniczenia, idiotyczne normy, kodeksy... nie mające nic wspólnego ze sprawiedliwością prawo. Komplikując sobie i innym istotom życie, zadręczają się coraz to wymyślniejszymi formułkami. Ale nie to jest najgorsze. Zatrważające jest to, że człowiek potrafi szukać szczęścia w zdobywaniu rzeczy z materialnego świata. I tak w kółko przez całe życie: szuka, zdobywa w wielkim trudzie i znoju, nawet kosztem tak wielkich uczuć jak przyjaźń i miłość… wreszcie osiąga swe cele… a gdy już poczuje, że chwilowo zaspokoił swoje pragnienia, myśli naiwnie, że ma, że zdobył swoje szczęście. Tymczasem osiągnął zaledwie stan szczęściopodobny, bo przecież szczęście to nie moment posiadania telewizora plazmowego, samochodu, czy kobiety-żony na papierku. Szczęście tak jak przyjaźń i miłość jest zawsze stanem wnętrza człowieka! I to te uczucia są największe… ba są tak wielkie, że żadna materia, żaden stan posiadania ziemskich rzeczy nie jest w stanie doskoczyć im nawet do pięt…!!! I to one nadają sens życiu zawsze, wszędzie i na wieki!
poniedziałek, 5 października 2009
Dzień 219
Dla odmiany dzisiaj jestem tu bardzo późno. W tej chwili jest godzina 0:10. Toteż niezwłocznie biorę się za pisanie posta. Oczka mi się już same zamykają, ale myślę, że zdążę skońcyć pisanie posta zanim przy kompie wpadnie mi nos w klawiaturę... Dzień był chłodny, ale słoneczny... Rano pojechałem do drukarni zlecić drukowanie plakatów i zaproszeń wernisażowych... Jak to zwykle bywa w takim momencie zawsze coś wychodzi na jaw. Tak było i tym razem... a efektem tego jest to, że jutro rano jadę do Wojtka na poprawki. Mam nadzieję, że szybko sie z tymi drobnymi niedociągnięciami uporamy i druki ruszą pełną parą... A teraz już Was pożegnam i pójdę niezwłocznie spać... Dobranoc i dla wszystkich moich miłych czytaczy ślę życzenia miłych snów...Pa
niedziela, 4 października 2009
Dzień 218
Zimna, wietrzna i deszczowa pogoda zmusza nas do siedzenia w domu... a więc miomo, że jest dopiero godzina 17:30 i jak na mnie tak wczesna pora, postanowiłem napisać dzisiejszego posta. Powiem Wam, że nasz wernisaż nabiera rozpędu i zaczyna przybierać całkiem konkretne wymiary. W poniedziałek jadę do drukarni zlecić wydrukowanie zaproszeń na moją i Wojtka wystawę. Dzisiaj dogrywaliśmy ostateczne szczegóły dotyczące wyglądu zaproszeń i plakatów informacyjnych. Natomiast we wtorek domówimy jeszcze ostateczny wygląd prezentacji i zaczniemy przymiarki do konkretngo wyglądu i rozmieszczenai poszczególnych prac. Zaprosimy także media, czyli telewizję warszawską i prasę... choćby tylko lokalną i poczekamy na moment kiedy zaczną sławić wszem i wobec nasze imię!!! To się nazywa skromność!!! Potem jeszcze zrobimy próbę generalną i będziemy wyglądać licznego przybycia miłych gości... tych proszonych jak i tych wszystkich, którzy zechcą rzucić okiem na nasze artystyczne prace. Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytaczy i idę zrobić placki ziemniaczane, na które mam chętkę od rana... Pa
sobota, 3 października 2009
Dzień 217
Dzisiaj jakoś się zapodziałem i zacznę pisać posta o tej właśnie godzinie. A jest to godzina 23:40. Dzień był zimny i pachniało prawie przymrozkiem... jednak przymrozku nie było, one zaczną się chyba w drugiej połowie października.. brrrr, nie lubię zimna. Chciałbym opowiedzieć Wam czego doświadczyłem będąc dzisiaj na lotnisu. Otóż moja bardzo dobra znajoma wracała po krótkiej nieobecności do kraju... w związku z tym pojechałem ją tak jakby odebrać z portu lotniczego. Przybyłem do hali portu lotniczego 20 minut przed planowanym przylotem. Sprawdziłwem że samolot jeszcze nie wyladował, a to dało mi chwile na myślenie i odpoczynek. Usiadłem na metalowym krześle i zgodnie z moją naturą zacząłem przyglądać się osobą przybyłym w celu takim jak mój. Po pewnym czasie samolot wylądował i po odprawie celnej pasażerowie zaczęli pojawiać się w hali portu lotniczego. Zaraz spostrzegłem cudowną atmosferę. Taka panowała bezustannie. Każdy wychodzący z odprawy pasażer był uśmiechnięty i radosny. I pasażerowie i oczekujacy na przybyłech, patrząc uważnie za swoim bliskimi, szybko odnajdowali się i zaczynało się powitanie. Każdy bez wyjątki promieniał radością... a odnalazłszy się wzajemnie, wpadali sobie w objęcia i przytulal jeden do drugiego. Nie było żadnych odstępstw od normy... czy to młodszy, czy starszy tryskali szczęściem i przytulali się z pełnym uczuciem serdeczności do siebie... Różniły się tylko sposoby... jedni dłużej trwali w objęciach, inni krócej. Mężcyźni poklepywali się bratersko po plecach... ale były też trzy pary które zasługują na wyróżnienie. Pierwsza para młodych ludzi tkwiła w objeciach kilka minut. Następan para około pięćdziesięcioletnia tuliła się teroszkę krócej i kobieta wyzwoliła się z jego objęć jako pierwsza. Trzecią parę stanowiłem ja. Nie ukrywam tworzyłem najstarszą parę i zarazem byliśmy parą najdłużej przytulającę się... Czułem się w takiej energii świetnie i wyszedłem z hali portu lotniczego w doskonałym nastroju...! Och gdyby tak ludzie zawsze mieli do siebie tyle serdeczności...!
piątek, 2 października 2009
Dzień 216
Jest już godzina 22:30. To znaczy, że powinienem już rozpocząć pisanie posta. Dzisiaj zastanawiałwem się dlaczego tak jest, że jedni ludzie dogadują się z innymi, a drudzy choćby beczkę soli zjedli nie dogadają się nigdy. Właściwie o co chodzi w tym dogadywaniu się. Ano o to żeby umieć się zrozumieć, mieć wyostrzoną empatię... Posiadać wyczucie brzmienia wewnętrznego i odczuwać do siebie pozytywne emocje. Jakby to powiedzieć... trzeba potrafić czytać w myślach tej osoby i odwrotnie... ona w naszych... wtedy jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że jesteśmy na podobnym lub mocno zbliżonym poziomie myślowo energetyczmo uczuciowym. Stąd już tylko kilka kroków do prawdziwej przyjaźni i dalej miłości. Żeby ten pułap osiątgnąć nie można kierować się egoizmem, materializmem i bezdusznym samolubstwem... To wyklucza możliwość porozumienia w tych uczuciach. Ale jeśli ze sobą spotykają się ludzie o jednakowym lub podobnym brzmieniu i wyobrażeniu będą się rozumieć i darzyć tymi pieknymi uczuciami... i to wcale nie przelotnie tylko do końca życia... Od jakiegoś czasu dostaję informację od moich bliskich znajomych i przyjaciół, że gdy piszę o swoich uczuciach i dolegliwościach one...to znaczy te osoby które darzą mnie takimi samymi uczuciami odczuwają smutek, gdy jestem smutnu. Radość, gdy ja mam dobry humor i wreszcie odczuwają bóle, gdy mnie coś boli i to zaraz gdy tylko do nich dotrze informacja o moich dolegliwościach. Dzieje się tak bo my, skupieni na moim blogu oraz inne osoby z prywatnych kontaktów nadajemy na tych samych falach... Mamy dla siebie wiele wsparcia, troski o zdrowie któregokolwiek z bliskich, empati i przede wszystkim mamy chęć dawać siebie innym bezinteresownie... Czy to nie jest najlepszy dowód naszej czystej przyjaźni!? Cieszę się bardzo, że jesteście... My po prostu jesteśmy dla siebie bliscy i sobie potrzebni... czyż może być jeszcze coś lepszego niż właśnie taka przyjaźń...? Myślę, że nie ma nic cenniejszego nad serce szczerego przyjaciela...!
czwartek, 1 października 2009
Dzień 215
Na dworzu już od dłuższego czasu jest ciemno, a to mnie wprowadza w błąd i myślę, że jest bardzo późno... ale nie jest. Jest teraz godzina 20:55.Tak więc czas na posta. Dzisiejszy dzień był kapryśny. Najpierw pochmurny i zimny, a potem dalej zimny, ale dający złudną nadzieje, że będzie ładniejszy, bo chwilami pokazywało się słoneczko. Tak więc można by powiedzieć... pogoda była taka jak ci wszyscy przyszywani przylaciele. Nie wiem dlaczego tak jest trudno być szczery, i prawdziwym przyjacielem. Opierając się na własnym doświadczeniu, ale i czytając różne wypowiedzi na blogu, a także na pocztach i komunikatorach prywatnych widzę, że to raczej rzadka cecha ludzkości... Każdy przeżywał własne zawody w przyjaźni i w miłości. Jeśli nie każdy to przynajmniej znakomita częś dawała się nabić w butelkę przez przyszywanych przyjaciół! Skąd się to w ludziach bierze...? Myślę sobie tak: W przyjaźni jak i w miłości trzeba być bezinteresownym. Trzeba bez oczekiwania zapłaty dawać i wspierać tych, którym deklaruje te uczucia. A to już jest zobowiązanie. Zobowiązanie nie do zaakceptowania dla tych wszystkich, którzy nie potrafią dotrzymywać danego słowa. W następnej kolejności należy wymienić dawanie bez oczekiwania zapłaty. Dla materialisty jest nie do przezwyciężenia, bo jak tu nie wzić zapłaty od nawet najbliższego znajomego, czy kolegi za np. Wbicie gwożdzia w ścianę!!!??? Taki "przyjaciel" tylko brać potrafi. Jakie to krótkowzroczne. Precież tylko cymbał nie potrafi zrozumieć, że za wszystko przyjdzie kiedyś zapłacić. Już Jezus nauczał: "Co posiejesz, zbierał będziesz". A więc strzeżcie się ci wszyscy kredytobiorcy, którzy nie chcecie spłacać zaciągniętego kredytu zaufania, przyjaźni i miłości... Czas zapłaty jest bliski!!! Przekonacie się, że nadejdzie ten dzień w najmniej spodziewanym momencie waszwego życia... Na zakończenie chcę powiedzieć, że dla moich wszystkich prawdziwych przyjaiół, jestem szczerym przyjacielem i ci którzy czują sercem, śmiało mogą mnie tak nazywać... Cieplutkie buziaczki dla was wszystkich...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
