EPILOG

Po długim wahaniu postanowiłem zakończyć pracę z prowadzonym od ponad 500-set dni blogiem pt. "Poezja, którą da się czytać". Jak spostrzegliście 7 ostatnich postów zasadniczo odbiegało tematem od wcześniejszych treści, dlatego zostały przeniesione do nowoutworzonego bloga, który będzie poruszał właśnie taką tematykę. Mam nadzieję, że te ważne tematy wciągną was i zachęcą do czytania, i czynnego uczestnictwa w życiu nowego bloga pt. "Tropem dziwactw i bezsensu". Zapraszam. Oto nowy adres pod którym mnie znajdziecie:

http://tropem-dziwactw-i-bezsensu.blogspot.com

wtorek, 6 kwietnia 2010

Dzień 402

Troszkę zabarłożyłem i gdy się zorientowałem była już godzina 23:55... a to najwyższa pora by zabrać się za pisanie posta. Dzisiaj jest tak jakby nawrót zimniejszej pogody. Wieje przenikliwy wiatr i przedostaje się w głąb ubrania do ramion, pleców i brzucha... Mam nadzieje, że nie będzie trzymał (wiatr) tak długo jak tegoroczna zima. Jestem zmęczony i nie bardzo chce mi się myśleć. Ziewam tak jakbym zarwał kilka nocek... widocznie spada ciśnienie. A więc być może, stąd to zmęczenie i chęć do spania. A przecież były nocki kiedy szedłem spać o drugiej po północy i byłem w lepszym nastroju... Tak więc na tym zakończę dzisiejszego posta i udam się na spoczynek... może jutro będę bardziej wypoczęty i w lepszej kondycji fizycznej i umysłowej... Dobranoc

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Dzień 401

A więc Moi Mili... Świta, Święta i po Świętach... Jest godzina 23:33, a więc jeszcze niecałe pół godziny Świąt... Pogoda dopisywała. Za stołami pewno było różnie... jedni jedli z umiarem, inni odchodzili na wypoczynek z przepełnionymi brzuchami, a i na pewno byli tacy, którzy z przejedzenia najprzeróżniejszymi potrawami rozchorowali się i szukali wybawienia i wsparcia w tabletkach, albo domowych przepisach prababcinych ziółek na rozepchane i wzdęte brzuszyska. Starałem się nie przejeść, ale słodkie smakołyki w postaci ciast kusiły z półmisków i uśmiechały się do nas aż trudno było się oprzeć tym wszystkim kusicielom. I wczoraj i dzisiaj po powrocie do domu zaparzałem ziółka na żołądek... i dopiero po nich mijało mi wrażenie przepełnionego brzucha. Od jutra ograniczam się w obiadach tylko do zup... Brzuszysko nie będzie mną rządziło... Och jak dobrze, że jutro będzie już normalnym dniem... Dobranoc

niedziela, 4 kwietnia 2010

Dzień 400

Jest godzina 19:00. Już 400 dni jestem razem ze swoim blogiem w necie... ale tylko jedna osoba była ze mną od pierwszego dnia. Była jako ta pierwsza, przecierająca ścieżki mojemu pisaniu. Szliśmy wespół w różnych nastrojach... czasem była częściej, czasem znikała na dłużej, ale była... i teraz też jest... wiem o tym, choć nie uczestniczy już czynnie w moim blogu. Z czasem dołączały do niej inne osoby, by mogło powstać coś co ma dzisiejszy kształt. Dziękuje Ci... i tym wszystkim, którzy byliście, jesteście i będziecie tworzyć dalej, razem ze mną tego bloga... Za oknem nadchodzący zmierzch mówi, że mija pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych. Była ładna i słoneczna pogoda. Nie obeszło się bez długiego spaceru. Stoły obfitością i urodą zachwycały, jednak ja starałem się trzymać umiar. Jadłem mało, ale starałem się spróbować wszystkich dań. Teraz jestem już w domku... piję zieloną herbatę i odpoczywam... och, jak męczące jest takie siedzące za stołem świętowanie...! Teraz zamieszczę już kolejne zwrotki Pląsającej Bizoniczki. Oto one:

Tupie nogą, jakby prycha,
Stęka, sapie, nawet kicha.
Rozbieg bierze i szarżuje,
Kumpla swego atakuje…

Stare samce zwariowały,
Tydzień na się napierały.
Nic nie jadły i nie piły,
Tylko się o samkę biły…

Takie to już samcze życie
Futro sypie się obficie…
Skóra pęka, boki krwawią
I od bólu oczy łzawią…

Pani bizon zamiast wojny,
Woli żywot mieć spokojny.
Toć się tylko uśmiechnęła
I racice za pas wzięła…

Potem legła pośród łąki,
Gdzie bzykały tłuste bąki.
Podjadając świeżą trawę,
Miała w nosie byczą sprawę.


Bogdan Chmielewski
Warszawa dn. 31.03.2010.

sobota, 3 kwietnia 2010

Dzień 399

Jeszcze tylko jedna noc dzieli nas od Świąt Wielkanocnych. Jest dopiero godzina 19:20, ale ja z uwagi na prace kuchenne napiszę już teraz kilka zdań w przedświątecznym poście. Święconka stoi już na białym obrusie, ale ja nie próżnuje. Piekę dzisiaj ciasta. Szarlotka jest już upieczona, a sernik od trzydziestu minut siedzi w piekarniku. Potem zostanie mi tylko popracować nad sobą. Tak więc przykrócę brodę, wymoczę ciało pod prysznicem i będę przygotowany do jutrzejszego świętowania... Otrzymuję ciągle piękne życzenia... sam także rozsyłam je do moich znajomych. Skorzystam z możliwości internetu i na wypadek gdybym kogoś przeoczył prześlę tą drogą najlepsze życzenia Świąteczne... Tak więc dużo zdrowia, radości, wielkich przyjaźni, miłości i empatii. Mokrego dyngusa... Samych pięknych i pogodnych dni dla tych wszystkich, którzy czekają ma moje życzenia... ale i dla tych, którzy nie czekają z jakichś tam powodów także posyłam wiele ciepła wiele uczuć i aby nigdy pamięć w nich nie zagasła. We mnie ona zawsze jest i pozostanie obecna na wieki... A teraz dołączę kolejne zwrotki Pląsającej Bizoniczki. Oto one:

Kiedy cel był blisko,
Popsuło się wszystko.
Bowiem byków stado,
Pędzi doń gromadą…

Rogi zaraz stroszą,
Głosem prym obnoszą.
Głucho sapią, porykują
I do bitki się szykują.

Zanim bój rozgorzał srogi,
Prężą karki, grube nogi.
Ogoniska zadzierają
I na siebie nacierają…

Oto byk innego zwierza,
Ostrym rogiem już uderza.
Potem nagle odskakuje
I ponownie atakuje…

piątek, 2 kwietnia 2010

Dzień 398

Święta za pasem, a to oznacza dużo pracy przy sprzątaniu domów i przyrządzaniu świątecznych potraw. Jest teraz godzina 22:40, a to pora na wyłączenie piekarnika w którym piekę karczek i kawałek boczku... żebym mógł to robić musiał paść jakiś biedny zwierzak. Na szczęści jadam mało mięsa, więc starczy na wiele posiłków i obiadów... Niestety tak ten świat ktoś tam zbudował... i zjadamy się od początku aż do końca świata... nawet po śmierci, w innych wymiarach będziemy się zjadać... tylko strawa będzie inna... myślę, że będzie to energia, którą ktoś w jakiś sposób wytwarza... A teraz czas na kolejne 4 zwrotki wiersza o "Pląsającej Bizoniczce..."

Oczka przy tym mruży,
Boć kawaler duży…
Ogonkiem wachluje,
Byczka przywołuje.

Pędzi bizon, pędzi,
Coś go w kroku swędzi.
Biegnie do niej skosem…
Prycha przy tym nosem,

Ona przestraszona,
Z podniecenia kona…
Uszkami wachluje,
Wabi… nawet szczuje.

Tańce czyni dziwne,
Skoczne, jakby zgrywne.
Z cicha porykuje…
Wdziękiem go czaruje.

czwartek, 1 kwietnia 2010

Dzień 397

Hi,hi,hi, ale dzisiaj zrobiłem zmyłkę. Wszyscy myślą, że zaloguję się po północy, a tymczasem ja jestem tu już o godzinie 20:00. Zaraz Wam powiem dlaczego tak jest, otóż skończyłem drugie krzesło... ale jednocześnie dostałem siedzisko od fotel. Mimo to, że mam co robić dałem sobie wytchnienie i pół doby na odpoczynek. Siedzisko poczeka do jutra, a ja pobyczę się w moim przytulnym fotelu. Spokojnie przejrzę poczty... powysyłam kartki świąteczne do znajomych i bliskich mi osób... odpiszę na listy w "S" i potem jak przystało na normalnego człowieka pójdę przed północą spać... A teraz zamieszczę kolejne zwrotki do prezentowanego wiersza pt. Pląsy Bizoniczki...

Takoż dwa bizony…
Wznosząc swe ogony,
Brykają po trawie,
W radosnej zabawie.

Spośród tego stada,
Tworzy się gromada,
Panien czworonożnych,
W zalotach ostrożnych.

Co niektóra śmiała,
Spode łba zerkała…
Stojąc przy kałuży,
Spija haust nieduży.

Nastroszywszy wąsa,
Bizoniczka pląsa…
Wabiąc kawalera,
Nóżkami przebiera.

Dzień 396

Znowu przegapiłem normalną porę wpisywania posta...Teraz mija godzina 0:50. W nawiązaniu do postów o ochronie naszego świata, a w szczególności do Indian, którzy, potrafili żyć w zgodzie z otoczeniem, napisałem wiersz o bizonach. Wiersz napisałem wczoraj czyli ostatniego dnia miesiąca marca. Ten wiersz jako dopełnienie tematu chcę Wam zaprezentować w kilku częściach... A oto pierwsze 4 zwrotki tego wiersza:

Pląsy Bizoniczki

Wiosną preria zielenieje,
Z wiatrem już się śmieje.
Łany trawy w niej falują…
Zwierza cicho przywołują.

Wszelkiej maści stworki,
Opuszczają ciemne norki.
Dookoła świat uroczy…
Toć i mrużą szare oczy.

Nie chcąc być pożarty,
Ani z futra też obdarty…
Gryzoń przed szakalem,
Bada świat nochalem.

A, że wyposzczony,
Mocno wygłodzony.
Znosząc trud zimowy,
Ruszył dziś na łowy…