EPILOG

Po długim wahaniu postanowiłem zakończyć pracę z prowadzonym od ponad 500-set dni blogiem pt. "Poezja, którą da się czytać". Jak spostrzegliście 7 ostatnich postów zasadniczo odbiegało tematem od wcześniejszych treści, dlatego zostały przeniesione do nowoutworzonego bloga, który będzie poruszał właśnie taką tematykę. Mam nadzieję, że te ważne tematy wciągną was i zachęcą do czytania, i czynnego uczestnictwa w życiu nowego bloga pt. "Tropem dziwactw i bezsensu". Zapraszam. Oto nowy adres pod którym mnie znajdziecie:

http://tropem-dziwactw-i-bezsensu.blogspot.com

czwartek, 31 grudnia 2009

Dzień 306

W tym momencie jest dopiro godzina 16:45...jednak z uwagi na dzisiejszy, szczególny dzień... ostatni dzień w roku 2009 pisze posta wyjątkowo wcześnie. Na początku chcę życzyć wszystkim moim wiernym czytaczom, wszystkim znajomym,i przyjaciołom. Tym, których kocham i którzy mnie darzą ciepłym uczuciem. Tym, którzy są blisko mnie i tym, którzy są daleko... a także tym którzy byli przy mnie i z własnych powodów oddalili się w cień własnego życia, składam najserdeczniejsze życzenia szczęśliwego Nowego Roku. Oby nigdy miłość nie opuszczała Waszych domów i Waszych serc. Bierzcie ją [miłość] garściami,ale i dajcie hojnie innym, bo tgo pragnie każdy z nas bez wyjątku. Oby zdrowie i radość życia dopisywała Wam aż do końca ziemskiej wędrówki!!! Dzisiaj napisałem wiersz na okoliczność Nowego Roku... i ten wiersz dedykuję Wam wszystkim bez wyjątku, a w szczególności tym, którzy gdzieś tam są i myślami biegną ku mojemu sercu... Pamiętajmy zawsze... jesteśmy sobie potrzebni, więc bądźmy teraz i zawsze sobie bliscy! A teraz pora już na wiersz. Oto on:

Idzie Nowy Rok

Spoza chmury, w środku nocy,
Piękny młodzian dumnie kroczy.
Postać szczupła, uśmiechnięta,
W buzi chabrów ma oczęta…

Lica pulchne w nim – jak słońce,
Serce wielkie zaś – gorące…
Chce rozdawać ludziom zdrowie
I problemów mniej na głowie…

Pragnie szczęściem sypać hojnie
Pokojowo przejść – nie zbrojnie.
Grać miłości piękne dźwięki
I z przyjaźni tkać sukienki…

Słysząc wzniosłe założenia,
Stary Roczek – od niechcenia,
Westchnął nieco przemęczony
I Nowemu bił pokłony…

Przywitawszy go życzliwie,
Kazał rządzić sprawiedliwie.
Sypać plonem – acz obficie,
I uśmiechać się o świcie…

Z obyczajem dawnym zgodnie,
Wdział kapotę, stare spodnie…
Wreszcie skończył przemówienie
I odjechał w zapomnienie…


Bogdan Chmielewski
Warszawa dnia 31.12.2009 r.

środa, 30 grudnia 2009

Dzień 305

W tej chwili jest godzina 23:25... czyli siedzę przy biurku i walę palcami w klawiaturę komputera. Chcę Was powiedomić, że mój blog jest już zamieszczony w portalu ogólnokrajowym pod adresem: www.blogroku2009 i dalej trzeba kliknąć na dowolny podroździał i wybrać temat z kategorii "Blog literacki" i tam już są różne zgłoszone do konkursu blogi. Wśród nich mój jest na drugiej stronie... mniej więcej w połowie... nie będzie trudno odnaleźć... a gdyb tak było to proszę o informację... będę na bierząco udzielał wskazówek, bo mniej więcej od 12.01 będzie trzeba smsami oddawać swoje głosy na wybrny, ulubiony blog. Pozdrawiam i życzę miłej nocy...Pa

wtorek, 29 grudnia 2009

Dzień 304

Właśnie mija godzina 20:15, a więc zasiadłem do klawiatury komputera i zaczynan pisać wtorkowego posta. Muszę już na początku poinformować moich Miłych czytaczy, że ten blog zgłosiłem do konkursu na najlepszego bloga roku 2009. Jednym warunkiem uczestnictwa jest umieszczenie linku uwierzytelniającego na stronach mojego bloga. Dla pewności umieściłem przysłany link w moim profilu aby był widoczny dla wszystkich czytaczy. Dodatkowo, dla większej pewności umieszczam tenże link jeszcze raz w dzisiejszym poście: http://www.blogroku.pl/moja-poezja-proza,gw9z8,blog.html Sami przyznacie, że mój blog jest super, a to mówi mi i nie mam najmniejszych wątpliwości kto znajdzie się na czele nagrodzonych blogów roku 2009. A kto wie... może i zwycięży wszystkich konkurentów... czego sobie i Wam wierni czytacze życzę z całego serca.
Zauważyłem, że wśród netowych znajomych, bardzo rzadko, ale jednak zdarza się komuś przebudzić. Wtedy [ten przebudzony] dostrzega prawdę o sobie, ludziach i ich zachowaniach, obyczajach i materialnym sposobie na życie. Dzisiaj dostałem taki oto refleksyjny i pełen zawodu tekst... cytuję: „Witaj Boguś. Jestem na urlopie. Prawie cały dzień spędziłam na internecie. Ściślej mówiąc w portalu „Sympatii”i innych jej podobnych. Te wszystkie randki w internecie to niemalże fikcja. Każdy popatrzy… i albo się odezwie byle jak… albo nie odezwie się wcale. Tu nie ma miłości…! To tak jakby patrzeć na obrazek w książce”. Jakie to smutne. Totalny brak kultury w takich miejscach jest okropny. Jest to jak najbardziej słuszne spostrzeżenie, że między ludźmi nie ma kultury ani tym bardziej miłości. To targ, bazar, czy wręcz jatka...! Tu chcą wszyscy kupować, partnera, kolegę... może przyjaciela... albo miłość! Ale od siebie nie chcą dawać niczego...! Najlepiej kupić płacąc jakieś nędzne srebrniki i zamknąć w klatce czterech ścian. Trzymać i oprawić w ramki tylko dla zaspokojenia własnego egoizmu... żałosne to i smutne... Pozdrawiam cieplutko

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Dzień 303

Jakby na to nie patrzeć jest godzina 23:45... a to znaczy, że grubo się spóźniłem z dzisiejszym pisaniem posta. Obiecywałem sobie, że wcześniej napiszę i pójdę do wyrka spać... a przynajmniej poleżeć. Wczoraj gdy dumałem nad postem o oponce napisałem takie oto zagadkowe pytanie: "Jak pogodzić to co dla nas dobre, z tym co jest nam potrzebne...!" Żeby znaleźć na to pytanie mądrą i zadowalającą odpowiedź, najpierw musimy pojąć i ustalić co pod tym hasłem tak naprawdę się kryje. Bo któż z pełną odpowiedzialnościa może jasno sprecyzować co jest dla niego dobre... a co jest potrzebne...! Weźmy na ten przykład jedzenie... Ktoś powie, że jedzenie jest dla niego dobre i zacznie się opychać. Zakładamy, że to jedzonko jest naprawdę dobre więc ten ktoś się opych i opycha bez końca. Na pytanie kogoś postronnego, dlaczego ponad miarę się opycha, odpowieda zdegustowany... Jak to po co sie opycham...? Przecież jedzenie jest mi potrzebne. Prawda jest taka, że jedzenie owszem jest dobre i potrzebne ale nie w takich nadmiernych ilościach. Potrzebne są tylko takie ilości jedzenia, które organizm potrafi spalić i wykorzystać do zdrowego życia. Każdy nadmiar nie jest ani potrzebny, ani tym bardziej dobry. Powiedziałbym jest wręcz szkodliwy i całkowicie niepotrzebny w takich wielkich... a więc szkodliwych ilościach...! Tak więc żeby pogodzić to co jest w tym przypadku dobre, z tym co jest potrzebne, trzeba mieć umiar i być wsterzemięźliwym, a więc trzeba mieć wypracowany ten zdrowy i pełen równowagi środek! Bez niego nic nie jest ani dobre, ani tym bardziej potrzebne... Dobranoc kochani... śpijcie zgodnie z teorią środka... a jeśli ktoś z Was zechce jutro powiedzieć mi jak spać zgodnie z teorią środka... chętnie poznam jego odpowiedź... Pa

niedziela, 27 grudnia 2009

Dzień 302

Dzisiejsza niedziela była oficjalnym zamknięciem długiego okresu świątecznego. W tej chwili mamy już godzinę 22:30 co daje nam tak jakby informację, że zacząłem pisać wieczornego posta. Skończył się czas obżarstwa. Teraz wiele pań zacznie się katować odchudzaniem. Będę się głodzić, gimnastykować albo smarować wszelkiego autoramentu mazidłami, które niby mają likwidować nadmiar oponek na ich otłuszczonych nadmiernie brzuszkach. A wszystko po to, żeby podobać się mężczyznom. Jednym się nie uda, ale... tym zawziętym nawet się poszczęści... jednak nie na długo, bo przy pierwszej nadarzającej się okazji znowu nadmierne jedzenie pysznych potraw otoczy ich brzuszki grubiutkimi jak parówki oponkami. Czy takie działanie ma sens? Czy może lepiej byłoby wypośrodkować techniki objadania się z odchudzaniem. Polegałoby to na spożywaniu mniejszych ilośći smakowitych frykasów i zaakceptowaniu niewielkich, ale do zniesienia oponek... I tak jest we wszystkich możliwych tematach działania człowieka. Mało kto potrafi mieć w sobie umiar. Zamiast wybrać środek najczęściej działają na granicach przeciwstawnych. Nazywam takie działania huśtawką emocjonalną. Ludzie najczęściej działają w sposób nadmiaru albo niedostatku. I tak albo kochamy zaborczo, agresywnie i egoistycznie, albo nie kochamy wcale tylko wykorzystujemy w sposób nieuczciwy swoje obiekty pseudo uczuć i tym samym krzywdzimy je bezlitośnie. Albo obżeramy się ponad wszelką miarę lub odchudzamy chorobliwie wpadając w anoreksje i stajemy sie szkieletorami, których nikt nie potrafi nawet przytulić do siebie. Przykłady można by wymieniać w nieskończoność, ale przecież nie o to tu chodzi. Chodzi tu przede wszystkim o to by zachować mądrość, zdrowy umiar, czasem wstrzemięźliwość i rozwagę. Tak więc zastanówmy się zanim zaczniemy robić coś co przysporzy nam złudnego sukcesu, pseudo wspaniałej figury, czy nawet doskonałego humoru...! Zachowujmy zawsze zdrowy umiar i starajmy się żyć na granicy środka w każdej dziedzinie. Naprawdę opłaca się to wszystkim bez wyjątku. Da to każdemu człowiekowi prawdziwą miłość, wielkie szczęście i komfort życia... Jeśli mi nie wierzycie... natychmiast sami spróbujcie!!!

sobota, 26 grudnia 2009

Dzień 301

Właściwie święta dobiegły już końca... została jeszcze niedziela, ale ona jest tak jakby poza świętami. Po prostu ta niedziela zaistniała na doklepkę tworząc jeden ciąg razem ze świętami. Popatrzyłem na zegarek... wskazówki pokazują godziną 21:30. Mimo tej stosunkowo młodej godziny, piszę sobotniego posta tak jak piszę posty każdego minionego dnia. Reasumując w sposób logiczny, święta to czas lenistwa, nadmiernego spożywania wszelkiego rodzaju potraw i bezmyślnego gapienia się w twlewizor... ale i rozmów z ludźmi, których rzadko widujemy. To także czas refleksji i zadumy nad tymi bliskimi, którzy odeszli do krainy wiecznej szczęśliwości. Nie mam już obojga rodziców, ani tym bardziej dziadków. Z pokolenia moich rodziców mam jeszcze dwie blisko 80-cio letnie ciotki. Reszta rodziny to osoby z mojego pokolenia. Poza rodziną mam kilku stałych i trwałych dobrych znajomych i nielicznych przyjaciół. Z mojego pokolenia jestem jedynym męskim osobnikiem... dobrze, że mam syna... chociaż przestał się do mnie odzywać, to jednak jest to męski potomek, który ma już swojego syna, a mojego wnuka... Zawsze to jakaś pociecha, że mój ród nie zaginie. Tylko czy to ma jakieś większe znaczenie dla reszty ludzi i świata...? Czy jest to może zwykła męska próżność! Jakby na to nie patrzeć, świat z moim rodem, czy bez niego i tak będzie toczył się nadal. Ale póki jeszcze jestem, chcę uświadamiać i pokazywać ludziom... zwłaszcza tym zagubionym w uczuciach, że świat materi i wstrętnego egoizmu nie jest nic wart bez uczuć... Że świat oparty na samolubstwie nie ma czułego serca i nie sprawi, że każde takie zimne serca będą biły dla innego wrażliwego serca. Szkoda, że wiele osób nie rozumie, że uczucia i bliskość kogoś innego jest najważniejsza. Szkoda, że dociera to do nich dopiero w mocno dojrzałym wieku, gdy zostają sami w swych wielkich i okazałych domach... Zwykle takie olśnienie przychodzi w trudnej dla tych ludzi sytuacji... Smutek mnie ogarnia, że te olśnienia przychodzą zdecydowanie za późno... Przychodzą wtedy gdy już nikt nie chce z tymi ludźmi być, ani się nimi zajmować, ani tymbardziej przyjaźnić... Czy nie byłoby dla nich lepiej gdyby zaczęli wcześniej budować swoją, opartą na miłości, przyjaźni i wsparciu starość!? Myślę, że zdecydowanie tak... a więc uważajcie i baczcie na to co robicie... abyście nie przegapili czegoś najważniejszego w swoim naprawdę krótkim i egoistycznym życiu!!!

piątek, 25 grudnia 2009

Dzień 300

I proszę, jaka okrągła sumka... 300 dni jestem już z Wami. W tej chwili jest godzina 22:10. Właśnie mija pierwszy dzień świąt... a ja od trzystu dni zasiadam tu... przed komputerem i bez względu na pogodę, nastrój, dobry czy zły humor, smutek czy radość... zdrowie, czy chorobę piszę każdego dnia swojego, ale i Waszego posta. Jestem mocno związany z Wami emocjonalnie i uczuciowo... Z jednymi mocniej, a z innymi słabiej. Czasem ktoś dołącza do ścisłego grona czytaczy... ale i są tacy, którzy odchodzą... właściwie bez podania konkretnej przyczyny. Tak jak napisała Ninka w wigilijnym wpisie do mojego posta o bezdomnym wędrowcu... Pojawił się... może nie pachniał i nie wyglądał elegancko, ale został zaproszony do wigilijnego stołu jak najbliższy członek rodziny. Posiedział, odpoczął, połamał się opłatkiem, zjadł, może opowiedział coś ze swojej smutnej historii i zniknął tak szybko jak się pojawił. Na drogę otrzymał prezent w postaci prowiantu żywnościowego i nikt nigdy więcej już go nie widział. Ale jaką radość sprawił domownikom ten obdarty gość. To było wzajemne doświadczenie siebie. To była obupulna radość brania i dawania. Bycia i niebycia... Tak samo jest z moimi czytaczami... są, określają swój status... ofiarowuja przyjaźń, czasem nie dotrzymują danej obietnicy... zdobywają się na odwagę i czasem wpisują swoje myśli do postów... i znikaja. Wtedy jest mi źle. Czuję smutek i mam w sobie uczucie opuszczenia. Czy można coś zrobić by nie odchodzili...? Jeśli nawet nie potrafią być przyjaciółmi, nie powinni dochodzić. Tu... wśród nas mogą zaznać wiele dobrego.... i chociażby dlatego powinni zostać z nami na dłużej... może nawet i na zawsze. Myślę, że nic nie można zrobić aby ich zarzymać. Oni idą przez siebie wybraną droga. Widać energetycznie odstają od tych którzy mają w sobie uczucia miłości i przyjaźni... Ale ja wiem, że kiedyś jeszcze spotkam ich na swojej drodze... Do wszystkiego trzeba dojrzeć... tak i do tych uczuć także... Ważne jest by w miarę szybko dojrzeć do nich... żeby nie powtarzać jednej i tej samej klasy w nieskończoność... I tego wszystkim z serca życzę... Dobranoc.