Bardzo jestem ciekawy czy ze starych znajomych obserwatorów jeszcze ktoś tutaj zagląda. Przyznam szczerze, że trochę brakuje mi okresu gdy szumiało w tym moim blogu intensywne życie. Te burzliwe wpisy, to oczekiwanie na wieczorową porę kiedy zasiadałem do pisania kolejnego posta... Szukanie nowych tematów, rozważania, dyskusje, spory... to było coś... Niestety większość znajomych i czytaczy wykruszyła się... odeszła... zamilkła... Wprawdzie piszę nowy temat w innym blogu, ale nie zaskarbił on sobie żywiołowej poczytności tak jak "Poezja, którą da się czytać", jakoś dziwnie szybko zainteresowanie nim spadło niemal do kilku procent... No cóż widać nowy temat jest mniej porywający, niewygodny i skrzętnie skrywany choć wszystkim znajomy i bardzo swojski... Pozdrawiam tych, którzy tu jeszcze zaglądają, a i tych nowych, którzy w skrytości może tu wchodzą...
B.C.
piątek, 30 września 2011
środa, 20 października 2010
Środa 20 październik 2010
Gdzie Oni są?
Pogubili się znajomi…
W cień odeszli przyjaciele,
Każdy jeden deklarował,
W codzienności i w niedzielę.
Bycie obok w każdym czasie,
W ciężkiej chwili, wspomaganie.
Trwanie w zdrowiu i chorobie,
Także w smutku pocieszanie…
Gdzie są Wasze zapewnienia,
Gdzie wyznania o przyjaźni?
Wszakże słowo bez pokrycia…
Zawsze honor ludzki błaźni.
Bogdan Chmielewski
Warszawa dnia 20.10.2010
Pogubili się znajomi…
W cień odeszli przyjaciele,
Każdy jeden deklarował,
W codzienności i w niedzielę.
Bycie obok w każdym czasie,
W ciężkiej chwili, wspomaganie.
Trwanie w zdrowiu i chorobie,
Także w smutku pocieszanie…
Gdzie są Wasze zapewnienia,
Gdzie wyznania o przyjaźni?
Wszakże słowo bez pokrycia…
Zawsze honor ludzki błaźni.
Bogdan Chmielewski
Warszawa dnia 20.10.2010
poniedziałek, 7 czerwca 2010
Dzień 464
Zbliża się wieczór, a wraz z nim godzina 21:10. Po kilku dniach względnego spokoju... to znaczy mam na myśli przemijanie zagrożenia powodziowego, media ponownie faszerują nas zagrożeniem powodziowym... czyli tak zwaną drugą falą powodziową. Z ciekawości co dzień chodzę nad Wisłę, obserwuję i porównuje jej poziom z tym czym częstują nas tendencyjne media. Tak jakby oceniam czy informacja o stanie rzeki jest prawdą, czy po prostu informacją podawaną zdecydowanie na wyrost. Za każdym razem fotografuję rzekę, jej rozlewiska i jej podniesiony stan lustra wody. Mam już kilkadziesiąt fotografii i jest to świetny materiał dokumentujący dokładnie ten okres... a zwłaszcza jest to materiał porównawczy do poprzednich okresów zagrożenia powodziowego i rzetelności informacji płynącej z mediów publicznych. Godzinę temu wróciłem znad rzeki i stwierdziłem, że poziom lustra wody jest znacznie podniesiony, ale nie sądzę by mieszkańcom prawobrzeżnej Warszawy groziła powódź. Do stanu zagrożenia sprzed dwóch tygodni, na moje oko brakuje ponad metr wysokości. Poprzednio ułożone wały z worków z piaskiem nie zostały usunięte, a więc leżą na swoim miejscu i spełniają role dodatkowej ochrony przed zalaniem. Jutro pójdę znowu nad rwącą i groźną rzekę i porównam dane... A teraz jeszcze w kilku słowach odniosę się do mojej książki. Tak więc chcę powiedzieć, że zamieściłem informację o możliwości jej kupna w opisie... to znaczy tuż pod moją fotografią. Taka dodatkowa informacja była konieczna z uwagi na przesuwanie się postów w dół. Ta prawidłowość spowoduje, że po kilku kolejnych wpisach post pokazujący książkę zniknie zepchnięty nowymi wpisami. Teraz, może nie tak obrazowo ale będzie można przeczytać gdzie ją znaleźć i jak kupić... Chcę jeszcze powiedzieć, że nowa książka cieszy się sporym zainteresowaniem czytaczy, co daje mi nadzieję na szybki zwrot zainwestowanych w nią pieniędzy. To z kolei pozwoli mi wydawać kolejne, przygotowane już do druku pozycję... Dziękuje wszystkim czytaczom i osobom pragnącym nabyć ten ładnie i przejrzyście przygotowany i złożony w książkę skład z wierszy i ciekawej prozy... Dobranoc.
środa, 2 czerwca 2010
Dzień 459
Jest w tej chwili godzina 22:10. Za oknem szaleje istna nawałnica... niebo jest barwy czarno sinej i leje się z nisko wiszących chmur, rzeka gęstego deszczu. Błyskawice rozdzierają ciemne niebo, a pioruny raz po raz głośnym hukiem rażą strachem wszystko co fruwa i chodzi po świecie. Jest już czerwiec, a ładnej, ciepłej i słonecznej pogody nie uświadczysz choćby na lekarstwo. Wygląda na to, że srogie i długie zimy zwiastują kiepskie i deszczowe pory roku następujące zaraz po niej. W takiej to mniej więcej scenerii wczoraj... czyli dnia 01.06.2010r. odebrałem z drukarni gotową książkę. Zatytułowałem ją: "Podaj mi dłoń" Jest to pierwsza część historii opisanej w moim blogu. Zawiera 237 stron, sporą ilość moich wierszy i prozy opisującej dzień po dniu okres od stycznia do listopada 2009 roku. W przygotowaniu do druku są kolejne i myślę, że w najbliższych dniach trafią do druku, a stamtąd za kilka tygodni trafią do moich rąk jako gotowe książki. Postaram się umieścić okładkę pierwszej książki na blogu... ale nie wiem czy mi się to uda... Jeśli nie to na życzenie osoby zainteresowanej pośle fotkę okładki na wskazany adres poczty elektronicznej. Chciałbym aby moi czytacze mogli zobaczyć jak wygląda gotowy produkt książkowy. Informuję, że książkę można u mnie nabyć po przystępnej cenie. Zainteresowanych kupnem czytaczy proszę o informacje na podany w blogu adres poczty internetowej. Dobranoc
piątek, 28 maja 2010
Dzień 454
Zbliża się godzina 18: 33… a więc zaczynam pisać posta. Powódź powoli zbliża się do końca. Rzeka Wisła w Warszawie na dzisiejszych oględzinach wypadła całkiem spokojnie… ale jeszcze jej stan jest znacznie podwyższony. Wszędzie widać skutki jej podniesionego stanu sprzed kilku dni. Wzdłuż ulicznych chodników naprędce budowane wały z worków napełnionych piaskiem… straszą przechodniów i przypominają o niedawnym niebezpieczeństwie. Oglądałem te obwarowania, czy raczej budowle i zastanawiałem się nad ich przeznaczeniem… oczywiście po przeminięciu fali powodziowej… i oczywiście kosztach usuwania skutków akcji przeciwpowodziowej. Zastanawiałem się jak długo będą te ułożone ludzką ręką, przyuliczne węże z worków straszyły nas swoim nieestetycznym widokiem… A może nie warto się tym przejmować … i lepiej zawczasu przyzwyczaić do widoku tych leżących worków, bo przecież gdyby się tak stało, ze żaden z Polaków… szczególnie tych od zarządu funduszami na ochronę środowiska i na bezpieczeństwo narodowe nie wyciągnął żadnych pozytywnych wniosków, to takie worki z piaskiem mogą być przydatne w przypadku powodzi jesiennej, albo kolejnej wiosennej…!!! Albo jakiejkolwiek powodzi spowodowanej obfitymi i długo trwającymi opadami deszczu. Sama korzyść z tych brzydkich węży, wijących się wzdłuż naszych ulic… bo nie daj Boże gdyby nadeszła kolejna powódź, miasto zaoszczędziłoby na wydatkach przy budowie kolejnych wałów z worków wypełnionych piaskiem. My Polacy mamy wprawę w wydawaniu i szastaniu nie swoich pieniędzy… Słyniemy z bylejakości i krótkowzroczności… a tak naprawdę wcale się nie martwimy co będzie jutro, co będzie gdy kolejny raz nasze miasta zaleje wielka woda, co zostawimy w spadku następnym pokoleniom, czy wytniemy w pień piękne lasy… Nie zależy nam na ładzie, czystości, porządku i solidności… bo tak naprawdę nie chcemy solidności… Nie chcemy nic dawać z siebie tylko wolimy brać… no i ciągle liczymy na wspaniałomyślność Boga… Dobranoc.
poniedziałek, 24 maja 2010
Dzień 448/449/450
Jakby na to nie patrzeć, dochodzi już godzina 21: 00. Mija kolejny dzień powodzi. Powodzi wielkiej, strasznej, destrukcyjnej i kosztownej. Poprzez media napływają lawinowo wiadomości z różnych części kraju. A to ze Stolicy, a to z Wrocławia, a to z Krakowa, Sandomierza , Torunia i niemal wszystkich miast, miasteczek i wsi leżących w pasie wylewających nadmiar wody rzek . Bez wyjątku wszystkie media faszerują nas panicznym i paraliżującym strachem. Straszy się nawet tych, którzy są poza zasięgiem powodzi, albo mieszkają w takich miejscach, które są dobrze zabezpieczone. Zastanawiałem się dlaczego fala powodziowa jest tak duża i długa. Z doświadczenia poprzednich powodzi wnioskuję, że to zjawisko jest nienaturalne. W 1997 roku poziom wody był wyższy, a mimo to przeszedł bardzo szybko… bodaj w ciągu 48 godzin… ale zastrzegam się, że mogę się mylić. Z mojego punktu widzenia taki długofalowy poziom wód może być spowodowany permanentnymi i rzęsistymi opadami deszczu, a takich przecież nie ma, albo… albo z woli człowieka odpowiedzialnego za wysoki poziom wód w zbiornikach retencyjnych. Zakładając, że każdy zbiornik ma swoją ograniczoną przepustowość to na skutek szybkiego przyboru wód zapełnią się dość prędko. Jeśli załoga tamy na skutek bagatelizowania, albo co gorsza niedbalstwa w porę nie dostrzeże zagrożenia, to będzie katastrofa. Wtedy dokonają niby kontrolowanego spustu wody z przepełniającego się zbiornika. Woda wielką falą spłynie do i tak już przepełnionych rzek... owocem takiego działania będzie powódź na skutek przerwania nieremontowanych całymi latami wałów przeciwpowodziowych. Jeśli spust wody jest kilkudniowy to i fala powodziowa będzie szła dość długo… kilka dni… może tygodni…? A to z kolei rodzi ryzyko przemoczenia wałów i przerwania ich tam gdzie są słabsze, starsze, mniejsze lub wykonane gorszą techniką i gorszym materiałem . Czy stać nas na takie niedbalstwo, ryzyko i koszty. Nieudolność niektórych osób z zarządów miast i wyżej, jest porażająca. Kiedy wreszcie zażądamy odpowiedzialności za nieodpowiedzialne decyzje. Jak długo nie będziemy pociągać do odpowiedzialności karnej i finansowej osób siedzących na decyzyjnych stanowiskach, tak długo będą pchać się nieodpowiedzialni ludzie na ciepłe i dobrze płatne posadki. Potem żeby wykazać się pracą podejmują właśnie takie nieodpowiedzialne i czasem debilne decyzje. Kilka dni temu usłyszałem z ust pewnej Pani w takim mniej więcej stylu, takie oto pouczające słowa: „Musimy obserwować zwierzęta, one wcześniej wyczuwają zagrożenie i uciekają z zagrożonego miejsca… jeśli zobaczymy taką migrację, nie czekajmy tylko uciekajmy razem z nimi”. Może niech ta pani tych mądrości uczy własne dzieci… albo sama razem z nimi ucieka, bo oprócz domatorów kotów i psów… innych zwierząt nie widzę. Kiedyś węglarze mieli konie, ale te mają zakaz wstępu do miasta… no oprócz tych nielicznych dorożkarskich… Dobranoc.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

